Jak długo pracowałem na to nieszczęście?

Jak długo pracowałem to na to nieszczęście?

Już od 12 dni cierpię z powodu mojej ostatniej kontuzji. Krzyż nadal boli i ból nadal promieniuje na pośladek. Prawy, ten ładniejszy. Byłem dziś na kontroli, wmawiając sobie, że jest już lepiej.

A nie jest.

Ba, dziś nawet się zmartwiłem, że może być gorzej, niż zakładałem. Wygląda to u mnie w ten sposób, że są podejrzenia, że coś tam, czego nie widać na RTG uciska mi na nerw. Efekt jest taki, że cytując lekarza „nie nadaje się Pan do pracy”. Zwyczajnie nie jestem w stanie usiedzieć na tyłku, po jakimś czasie kręgosłup zaczyna boleć, mam problemy z tym, żeby się podnieść. A po 8 godzinach takiego siedzenia mogłoby być bardzo różnie, kto wie, czy znów nie wróciłyby te najgorsze bóle.

Dziś chcę głośno zastanowić się nad czymś innym. Nad tym, jak długo pracowałem na to, aby mój kręgosłup w końcu nie wytrzymał. I jak ciężko o to zabiegałem.

Od lat pracuję przed komputerem. Siedzę przed nim w najdziwniejszych pozycjach, często z nogami założonymi na siebie lub na biurko. Wtedy siedzę właściwie nie na tyłku, ale na krzyżu. Tak właściwie, to im bliżej końca dnia pracy, to moja głowa znajduje się niżej, moje pośladki zsuwają się z fotela coraz bardziej, a ja coraz bardziej opieram się na krzyżu.

To musiało się tak skończyć. Dobiło mnie nagłe obciążenie, ale jestem przekonany, że ja swojemu kręgosłupowi zaszkodziłem już wcześniej. O uszkodzenie to dbałem i zabiegałem dużo bardziej, niż dbam o swoje zdrowie. Niby chciałem korzystać z pasa zmuszającego do prostego siedzenia, który pożyczał mi Kamyk, ale nic z tego nie wynikało. Siedziałem prosto pół dnia, a później pas lądował na szafce, a ja znowu siedziałem/leżałem na krzyżu.

Do tego zero ćwiczeń, zero gimnastyki, zero czegokolwiek, co mogłoby mojemu kręgosłupowi pomóc.

Zaniedbałem go. Zaniedbałem go tak, jak ojciec pijak i złodziej zaniedbuje swoje dziecko. Taki ojciec zasługuje na to, aby strzelić mu w pysk. A ja zasłużyłem na ból, z którym się teraz mierzę.

Zmądrzałem.

Tylko czy to nie za późno? Czy teraz, dbając o prawidłową postawę w czasie pracy uda mi się coś jeszcze zmienić? Czy kupując sobie poduszkę pod kręgosłup lędźwiowy do samochodu cokolwiek zmienię? Czy zaczynając ćwiczyć uda mi się naprawić to, co psułem od tak długiego czasu?

Sam nie wiem, buduje się trudniej, niż niszczy.

Szczegółów dowiem się za nieco ponad miesiąc, bo pewnie tyle poczekam na badanie tomografem.

Obym do tego czasu był w stanie spokojnie siedzieć. Bo na noszenie dzieci na rękach póki co nie za bardzo mogę liczyć. Tak przynajmniej zasugerował lekarz.

A to straszna kara.

Spodobało się? Daj lajka lub udostępnij znajomym. Za każdym razem, kiedy tego nie zrobisz, uronię małą łezkę.

1 komentarz do “Jak długo pracowałem na to nieszczęście?”

  1. Od wieeeelu lat pracowałem przy biurku, lecz w dynamicznym otoczeniu (branża sportowa) i teraz czasami brakuje tego ruchu, choćby dla zdrowia. Niby takie banalne przyniesienie do pracy ciężarków do ćwiczenia czy dartów paradoksalnie zwiększa wydajność w pracy, ponieważ pobudza krążenie i mięśnie 🙂 Nawet taka mała gumowa piłeczka, którą się odbija z kolegami z biurka obok dużo daje, mimo iż inni mogą takich ludzi traktować jak idiotów 🙂

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *