Dobrze jest mieć rodzinę… fajną

Za nami Święta. Szybko to minęło, szybko i jakże przyjemnie, przynajmniej w moim przypadku.

Wiadomo – w okresie świątecznym spotykamy się z naszymi rodzinami. U mnie spotkania takie mają miejsce każdego dnia Świąt. Wigilię spędziliśmy w Częstochowie u rodziny z mojej strony. W dniu Bożego Narodzenia śniadanie i obiad zjedliśmy u moich rodziców, a wieczorne ciasto i kawę wypiliśmy u mamy mojej żony. Drugiego dnia byliśmy też u niej na obiedzie, po którym to udaliśmy się do babci mojej żony, która nasze podniebienie uraczyła tortem orzechowym, a także kolacją.

O dziwo wszędzie były prezenty, a oczywiście najbardziej obdarowany był Andrzejek, ale nie o tym chciałem dziś napisać.

Dziś chciałem powiedzieć o tym, że dobrze jest mieć fajną, liczną i wesołą rodzinę.

U nas na Wigilii było 17 osób (4 pokolenia!) wliczając dzieci. Byłoby więcej, ale zabrakło córki mojej matki chrzestnej, która to tegoroczną wigilię spędzała u rodziny swojego męża.

Dobrze mieć normalną rodzinę

Nie wiem czy 17 osób to dużo, czy też mało. W każdym razie w sumie to taka najbliższa rodzina, z którą od urodzenia spędzałem imieniny, urodziny i inne święta.

Teraz widujemy się rzadziej. Jesteśmy porozrzucani po całej Polsce i rzadko kiedy mamy okazję wszyscy się spotkać. Ale czasem się zdarza i bardzo mnie to cieszy.

Cieszy mnie też to, że pomimo mniej intensywnych kontaktów cały czas potrafimy rozmawiać i czuć się ze sobą dobrze, swobodnie i komfortowo.

Tak jak dawniej.

Świetna sprawa i życzę każdemu: Tobie, mojemu synkowi i mojemu wrogowi, aby miał taką fajną i miłą rodzinkę. Nie wszyscy jednak mają takie szczęście.

Bo tak prawdę mówiąc to w tym pogodnym i rodzinnym wpisie chciałem powiedzieć o czymś złym i smutnym. O czymś, co w mojej głowie (z uwagi na doświadczenia rodzinne) się nie mieści. A mianowicie o donosach do Urzędu Skarbowego.

Wiesz kiedy urzędnicy odczytujący takie donosy mają najwięcej roboty? Właśnie po Świętach! Wyobrażasz to sobie?

Tak to niestety wygląda, że Polacy są bardzo zazdrośni. W dowcipach takich jak ten poniżej jest niestety sporo prawdy.

Dowcip o zazdrości i zawiści Polaków

Amerykanin modli się do Boga.
– Panie Boże sąsiad ma taką doskonałą krowę. Daje tyle mleka.
– I czego byś chciał synu?
– Chciałbym mieć taką samą.
Modli się Polak. Jego sąsiad też ma świetną, mleczną krowę. Ale kiedy Pan Bóg pyta go co by chciał, pada odpowiedź:
– A żeby mu zdechła!!

I wyobraź sobie, że właśnie po Świętach z wielu Polaków ta zazdrość mocno wychodzi. Tacy ludzie spotykają się ze swoimi rodzinami. Nasłuchają się o tym, jak to dobrze się innym układa. Dowiedzą się, że kuzyn czy przyjaciel ma nowy samochód. Usłyszą o remoncie domu czy zakupie nowego mieszkania i zaczyna zalewać ich krew.

I zamiast wziąć się w garść i zacząć robić coś, aby samemu poprawić jakość swojego życia, to są oni na tyle zazdrośni, że piszą do Urzędów Skarbowych listy zaczynając się od: „Uprzejmie donoszę…”.

Ręce opadają.

Wiem, że taki nie jesteś. Proszę Cię jednak o jedną rzecz. Jeśli kiedyś poznasz kogoś tak wrednego i zazdrosnego, to powiedz mu, aby zajrzał on na mojego bloga ojca i aby przeczytał ten tekst. Wtedy dotrze do tego momentu i przeczyta ten fragment, w którym proszę go, aby się ogarnął, zaczął cieszyć się z sukcesów znajomych i rodziny, przestał im zazdrościć i zaczął robić wszystko co w jego mocy, aby za rok to inni zazdrościli jemu. A nie mieli go za skończonego idiotę.

Spodobało się? Daj lajka lub udostępnij znajomym. Za każdym razem, kiedy tego nie zrobisz, uronię małą łezkę.
Zbygniew
Zbygniew
Cześć Jestem szczęśliwy, że chciało Ci się zapoznać z całą treścią tego wpisu. Mam nadzieję, że dobrze Ci się go czytało. Będzie mi bardzo miło, jeśli zechcesz zamieścić jakiś komentarz do wpisu. Ale pamiętaj - nie spamuj!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *