Pięć nawyków, które zmienią Twoje życie na lepsze

To, kim jesteś, zależy niemal w całości od nawyków, jakie każdego dnia kultywujesz. Dlatego tak często mówcy motywacyjni powtarzają, że tylko głupiec podejmuje te same działania i oczekuje innych rezultatów. Jeśli bowiem chcesz stawać się lepszą wersją siebie i z każdą chwilą zbliżać się do sukcesu, musisz coś zmieniać. Postęp – nieunikniona część naszego życia. Nikt bowiem nie jest doskonały i zawsze możemy coś w sobie ulepszyć, zawsze znajdzie się kilka detali charakteru do oszlifowania. Niektórzy ludzie niestety zatrzymują się i całe życie spędzają na kanapie. Jednak ci, którzy są w pełni świadomi tego, o czym teraz piszę- walczą o lepsze jutro. Ich życie to właściwe nieustanna wspinaczka. Dlatego właśnie są na szczycie. Sama wiedza o tym, że możesz coś zmienić na lepsze, to już połowa sukcesu. I mam nadzieję, że nie jesteś jednym z zadufanych w sobie kanapowych Januszy i nie pomyślisz teraz czegoś w rodzaju „A po co mje te zmiany? Z piwnym brzuchem i w dziurawych skarpetach przecież też wyglądam super!”, a raczej weźmiesz się ostro za kształtowanie nowych nawyków, które utorują Ci drogę do spełnienia i wspaniałego życia. Oto pięć, moim zdaniem, najlepszych czynności, których codzienne praktykowane wyniesie Cię na wyżyny.

Zimny prysznic

Jeśli wzdrygasz się na samą myśl o nim, często marzniesz i masz lodowate stopy, a także mało energii- tym bardziej warto. Kiedyś sam byłem fanem gorących kąpieli. Myślałem sobie- przecież mnie relaksują, więc czemu nie? Zobaczyłem jednak filmik, w którym facet zachwalał zimne prysznice i postanowiłem spróbować. Na początku było ciężko. Każde wejście pod strumień choćby odrobinę zimnej wody sprawiało, że zaczynałem hiperwentylować i dygotać. Ale da się przyzwyczaić jak do niemal wszystkiego. Taki prysznic to ogromna dawka satysfakcji. Nie jest przyjemny sam w sobie, ale po jego zakończeniu czujesz się totalnie rześki i naładowany energią. To doskonały trening silnej woli. Dzięki temu osoby mające ów nawyk są mniej skłonne do objadania się, zdrady, czy nawet agresji po alkoholu. Poza tym poprawia krążenie, dzięki czemu jesteś bardziej odporny na mróz i masz lepszą kondycję. I oczywiście dużo mniejsze szanse na choroby serca. Wykazano również, że zwiększa liczbę ciałek odpornościowych i redukuje stany zapalne, co pozwala na przykład przypisać mu właściwości antynowotworowe, czy stosować go do zapobiegania chorobom zwyrodnieniowym stawów. I na koniec gratka dla osób aktywnych fizycznie- oblewanie się strumieniem chłodnej wody zwiększa produkcję testosteronu (dla osób z impotencją to również szalenie istotne), przyspiesza regenerację i poprawia jakość snu (ale nie bierz zimnego prysznica do dwóch godzin przed snem, bo za bardzo się rozbudzisz). W lecie możesz bez przeszkód wskoczyć pod letnią wodę i zmieniać stopniowo na zimną. W zimie stosuj prysznice naprzemienne, zawsze kończąc na wodzie gorącej, do momentu, aż będziesz naprawdę zahartowany.

Joga

Gdy chodziłem jeszcze do technikum, powiedziałem znajomemu, że kilka razy w tygodniu uprawiam jogę. Parsknął śmiechem i zapytał „Co Ty Damian pedał jesteś?!” Nie było mu jednak do śmiechu, gdy na zaliczeniach z wuefu byłem w wielu konkurencjach najlepszy, a on prawie zawsze zostawał na szarym końcu. Cóż, joga może i wydaje się śmieszna, ale nie sposób jej odmówić tego, że fantastycznie rozciąga całe ciało. I co w związku z tym? Ano to, że poprawia krążenie. Zapobiega w ten sposób zaburzeniem erekcji, chorobom serca, kontuzjom sportowym, demencji, depresji, czy przewlekłemu zmęczeniu. Rozluźnienie mięśni poprawia również jakość snu i obniża stężenie hormonów stresowych. Ponadto joga nieco przypomina medytację- wyłączasz umysł i skupiasz się na oddechu i odczuwaniu „tu i teraz”. Badania pokazują, że medytacja spowalnia procesy starzenia się ciała! Do tego kształtuje cierpliwość, poprawia pamięć i nastrój, a także zapobiega wcześniej wymienionym chorobom. Czyli masz pełen pakiet korzyści. Nic tylko ćwiczyć.

Uczenie się

Jeśli myślisz, że w szkole nauczą Cię wartościowych życiowo umiejętności, możesz skończyć jako stary matoł. Smutne jest to, jak wielu ludzi po ukończeniu nauki w ogóle już nic nie czyta i nie trenuje mózgu. A przecież jest tyle ciekawych spraw, o których można się dowiedzieć. Czasem nawet jeden głupi artykuł napisany przez osiedlowego menela (jak ten) zawiera w sobie jakąś mądrość i może zmienić Twoje życie, bo wzbogaci Cię o coś przydatnego. Kluczowe jest to, by do zdobytej wiedzy podchodzić z dystansem i nie łykać wszystkiego jak pelikan. Z drugiej strony jednak warto rozważać, czy to, o czym przeczytałeś, faktycznie nie ma jakiegoś zastosowania w praktyce. Wyrób sobie taki nawyk, że przynajmniej przez 30 minut dziennie zdobywasz wiedzę. Ja na przykład przeczytałem już masę książek o właściwym odżywianiu i zdrowiu ogółem, dzięki czemu znajomi mówią na mnie czasem „doktor dobra rada”, bo gdy przychodzą mi się skarżyć na bezsenność, bóle pleców, nadciśnienie, czy dziwną wysypkę na tyłku- zawsze mam jakieś przydatne informacje i tipy. Ciekawi mnie również psychologia, przez co lepiej rozumiem ludzkie zachowania. Tobie również to polecam. Super pomysłem jest też uczenie się języków. Tylko nie trzech na raz, a jednego, powoli i sumiennie. Zwiększa to szanse na znalezienie dobrze płatnej pracy i oczywiście dogadanie się za granicą. Pamiętaj, że nie tylko książki i artykuły przekazują wiedzę. Równie dobrze można oglądać wartościowe kanały na YouTube i tak dalej.

Dziękowanie za wszystko

Jesteś jedyną osobą, która odpowiada za Twoje myśli i wybiera nastawienie do życia. A jak to mówią- życie to w 10% to, co nas spotyka i w 90% sposób, w jaki na to reagujemy. Jest w tym sporo prawdy, albowiem są osoby, które dla przykładu po rozstaniu się ze swoją miłością będą przez rok marnować życie na płacz, a potem obrażą się na świat i dla każdego będą niemiłe do końca swych dni, ale są i tacy, który po miesiącu się z tym pogodzą i zrozumieją, że tak będzie lepiej, a z rozstania wyciąganą wnioski. Na przykład zapytają siebie, co mogli zrobić lepiej, a w następnym związku nie uczynią tych samych błędów. Szalenie ważne jest to, by wypełniać głowę pozytywnymi myślami, bo to myśli decydują o tym, czy Twój dzień będzie fajny, czy okropny. Znam ludzi, którzy mówią: „Jestem pesymistą. Tego już nie zmienię!”. Guzik prawda. Kto Ci broni cokolwiek zmienić? Kto Ci broni pomyśleć o danej sprawie inaczej, spojrzeć na coś z drugiej strony? Miałem kiedyś pracę, której dosłownie nienawidziłem. I chodziłem tam z grymasem na twarzy, a wracałem zły i zmęczony. Aż pewnego dnia mnie olśniło- „Po co ja sobie tak utrudniam życie?” – zapytałem. I ustaliłem, że każdego dnia obudzę się z wdzięcznością. Takie głupie, a tak skuteczne. I gdy wstawałem, myślałem „Dziękuję, że mogę zarobić trochę kasy”. A przed snem zawsze wyrażałem wdzięczność za zdrowie, za to, że mam gdzie spać, że mam rodzinę i przyjaciół. To naprawdę umacnia w przekonaniu, że jesteś wielkim szczęściarzem. Bo przecież masz życie, o którym wielu marzy.

Trzy głębokie wdechy

I na sam koniec perełka- metoda, dzięki której nauczysz się lewitować i gotować wodę spojrzeniem. Nie no, żartuję. Ale przynajmniej zapobiegniesz większości kłótni, jakie potencjalnie wystąpią w Twoim życiu i będziesz mieć dużo silniejszą wolę. Już tłumaczę: Otóż moja dziewczyna była kiedyś… cóż… Trudną osobą. Miewała zły humor stosunkowo często i podnosiła głos z byle powodu. Często już tak naginała mą anielską cierpliwość, że miałem ochotę na nią krzyknąć, albo przynajmniej wypalić jakąś dosadną ripostę. ALE… ale robiłem trzy głębokie wdechy i zdawałem sobie kluczowe pytanie: W jaki najlepszy sposób mogę się teraz zachować? Potem prosta odpowiedź- będę kozakiem, jeśli mimo wszystko opanuję gniew i wykażę się stoickim opanowaniem. I dla nas obojga tak będzie lepiej. Co mi z tego przyszło? Widzisz, gdy moje nerwy puszczały i ochrzaniałem ją, że zachowuje się irracjonalnie, albo w jakiś inny sposób obalałem jej stanowisko mocną argumentacją, często wybuchała kłótnia. Natomiast jeśli mówiłem: Tak kochanie, masz rację. Przepraszam, to moja wina. (to wszystko z cholernie spokojnym tonem), mówiła „NIE PRZEPRASZAJ”, potem chwilę siedziała cicho, no i wreszcie przyznawała: „To Ty masz rację. I ja przepraszam, nie powinnam krzyczeć.” Bo gdy emocje już opadały, zaczynała rozumieć, że nic złego tak naprawdę nie zrobiłem. Na chłodno analizował, jak to wygląda z mojej perspektywy, zastanawiała się, za co (a może raczej- po co) przepraszam, a potem dostrzegała, że zrobiłem to tylko dla złagodzenia sytuacji, którą ona sama zaogniła. Trzy głębokie wdechy i postawienie sobie jakiegoś pytania zmuszającego do refleksji- tyle wystarczyło, by nauczyć moją dziewczynę panowania nad emocjami. Dziś jest naprawdę wspaniała. Każdy akt agresji uświadamiał jej, że musi nad sobą pracować i nie może tak się zachowywać. Gdybym doprowadzał do kłótni, nie widziałaby tego, bo byłaby zbyt zajęta obwinianiem o nią mnie. Także polecam metodę trzech wdechów zawsze i wszędzie. Gdy na przykład masz ochotę sięgnąć po ciastko, nabierz powietrza, uspokój umysł i zapytaj – „Co mi to da?” Albo- „Czy chwila przyjemności jest warta więcej niż długotrwała satysfakcja?” Kiedy nie chce Ci się ćwiczyć, zapytaj: Na co bardziej produktywnego przeznaczę ten czas? Czy jutro będę dumny, jeśli dziś zrezygnuję? Czy sąsiad, ta menda, ucieszyłby się, widząc, że sobie odpuszczam?”. Jeśli faktycznie jest mendą- pewnie, że miałby radochę. Bądź najlepszą wersją siebie, choćby tylko po to, by utrzeć nosa wrogom. Rób to, za co” przyszły Ty” by Ci podziękował.

Artykuł przygotowany przy współpracy z czytelniczką, która zechciała podzielić się tu swoimi przemyśleniami

Top content